parallax background

Uroki gór – świadectwo

14 listopada 2021
Jest większe szczęście?
29 października 2021
Nowenna przed 200 rocznicą objawień
26 listopada 2021
 

Siedzę w kaplicy naszego przeworskiego domu… przede mną żywy Bóg w tabernakulum… na kolanach Boże Słowo… „Przyszła też jedna uboga wdowa (...)” Jezus mówi, że oddała wszystko- zaczynam się zastanawiać, jak to jest z moim „oddawaniem wszystkiego...”

Czasami coś się w naszym życiu dzieje „na fali”. Może też tak być z powołaniem. Czujesz Boże wezwanie i nie istnieje dla ciebie nic poza pragnieniem wypełnienia Jego woli - jak najszybciej i tak radykalnie; pójściem za tym głosem, bez zważania na okoliczności. Po prostu wiesz, że On się wszystkim zajmie i że to będzie najlepsze. Mnie się tak przydarzyło. Wyjazd z domu do postulatu (przed wiekami :D) był skoncentrowany na celu: zostać Siostrą Miłosierdzia! Oddanie wszystkiego wydawało się przysłowiową „bułką z masłem”. Do czasu 😉 Brakłoby go jednak, żeby opisać wszystkie aspekty tego procesu. Chcę dziś podzielić się z Wami jednym, który właśnie teraz bardzo wyraźnie ukazuje mi Boże prowadzenie i hojność!

 
 

Góry zawsze były moją pasją. Od małego mogłam sobie patrzeć na piękne Beskidy, podziwiać je w drodze do szkoły czy na spacerach, jeździć rowerem po szlakach, a potem wędrować z wieloma znajomymi także po szczytach innych polskich gór. Często miałam szczęście doświadczać w górach bliskości Boga poprzez modlitwę z przyjaciółmi albo udział w Eucharystii sprawowanej na jakimś przydrożnym kamieniu, zwalonym drzewie czy kapliczce, wystawionej przez pobożnych górali dla uczczenia jakiegoś wydarzenia czy szczególnej Bożej interwencji. Noszę w sercu wiele momentów, w których Pan niejako namacalnie dawał mi się poznać przez piękno stworzenia… Jak mówi Księga Mądrości: „ (...) z wielkości i piękna stworzeń, poznaje się przez podobieństwo ich Stwórcę”. Dla mnie to trochę tak, jakby złapać Pana Boga za rękę, która to wszystko kształtuje…

W którymś momencie wyjazd ze stron rodzinnych do Krakowa, w klimacie słońca zachodzącego nad górami otaczającymi Jezioro Żywieckie, stał się pytaniem o oddanie. Jadę busem, przez szybę widzę nie tylko ten piękny widok, ale i wszystkie momenty przeżyte pośród tych pagórków i na nich, a w sercu brzmi melodia i słowa: „Posłuchaj córko, spójrz, nakłoń ucha, zapomnij o swym ludzie, o domu twego ojca, Król pragnie twego piękna, On twoim Panem, oddaj Mu pokłon”. Zdaję sobie sprawę, że właśnie w tej chwili Jezus chce mojej decyzji: nie tylko zamknięcia pewnego rozdziału w życiu, ale całkowitego oddania Mu siebie i… „rezygnacji” z wielu pragnień, pasji, relacji (wtedy jeszcze nie mam świadomości, że to taki przedziwny rodzaj rezygnacji, który raczej jest po to, żeby te wszystkie wymiary nabrały w Nim jeszcze piękniejszego blasku!!! a nie po to, żeby coś stracić). Ale wracam do busa, który wreszcie dowozi mnie do Krakowa - kilka dni i z dziewczynami z mojego rocznika zaczynam nowicjat. Odcięcie od gór daje się we znaki. Czasami wręcz wydaje się, że jedynym wyjściem jest rezygnacja z zostania Siostrą Miłosierdzia, bo ten brak doskwiera bardzo mocno, a najłatwiej byłoby po prostu zrezygnować i wrócić do wcześniejszego stylu życia. W dodatku podpowiedzi sióstr (wypływające z chęci pomocy) typu: „w ogrodzie jedna z alejek jest lekko nachylona pod górę, więc jak się tam przejdziesz, to będziesz mieć prawie to samo”- dolewają oliwy do ognia! Walka tocząca się w środku trwa i dużo kosztuje… Modlitwa i wracanie do Jego zaproszenia sprawia, że przychodzi ukojenie i takie ludzkie pocieszenie, że w końcu nie będę wiecznie w Krakowie 😉

Po nowicjacie posłanie do służby Chrystusowi w Ubogich i podekscytowanie każdej z nas, dokąd to Pan tym razem nas pośle. Trafiam do Zakopanego i słucham setek zazdrosnych westchnień, że będę mieć góry na wyciągnięcie ręki. Jednak ogołocenie trwa - mogę co prawda podziwiać je np. w drodze do kościoła, ale organizacja czasu nie pozwala na wyjścia i dłuższe spacery (przypomnę tylko, że skupienie na temacie gór jest zamierzone, ale sprawia równocześnie, że pomijam wiele cudownych i pięknych doświadczeń tego czasu - żeby ktoś nie pomyślał, że to była tylko udręka i walka 😉). Znów jest mnóstwo miejsca na świadome oddanie Bogu 😊

Po Zakopanym przychodzi czas na Gorzów Wielkopolski - jadę pociągiem, robi się coraz bardziej płasko, serce ściska jakiś dziwny ból, a po policzkach płyną łzy… Takie wyprowadzenie na pustynię wprowadza mnie w czas bezpośredniego przygotowania do złożenia ślubów po raz pierwszy - ten moment jest przełomem. Otrzymuję łaskę nowego spojrzenia na rzeczywistość! Okazuje się, że nawet płaskie, nadwarciańskie tereny mogą być piękne, bo w końcu też wyszły z Jego rąk 😊 Jeszcze duuuuużo mogłabym tu napisać - On jeden wie!

Ale siedzę w tej naszej przeworskiej kaplicy i zachwycam się Bogiem, Jego pięknem i tym, jak mnie prowadzi. Wczoraj mogłyśmy tu gościć ludzi, którzy wybrali się w drogę poszukiwań i modlitwy za powołanych, o powołania i za młodych. Po Eucharystii ruszyliśmy w milczeniu na szlak, by mierzyć się z wieloma pytaniami, a wreszcie dotrzeć na szczyt i potem dzielić się z innymi sobą i swoimi przemyśleniami. Od ponad roku mam radość posługi w projekcie „Góra modlitwy o powołania z Siostrami Miłosierdzia” i co miesiąc wyruszam w góry, doświadczając Bożej dobroci: mogę podziwiać nie tylko piękno stworzenia, ale i to, które złożył głęboko w sercach tych, z którymi idę i których spotykamy. Tego na pewno bym sobie sama nie mogła wymyślić ani podarować! Niech we wszystkim Bóg będzie uwielbiony!!! Jeśli wydaje ci się, że coś zabiera, to tylko po to, żeby za chwilę dać dużo więcej!