parallax background

Opatrywać rany Jezusa

3 grudnia 2022
Opatrzność nad świetlicą
22 listopada 2022
Dzieci przedstawiają… Niebo!
4 grudnia 2022

Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych moich braci najmniejszych, Mnieście uczynili”
Każdy z nas na końcu życia będzie sądzony z miłości, ile jej pomnożymy w naszym „tutaj” taka będzie inwestycja w naszą wieczność.

Kiedy mam sprecyzować rolę Siostry Miłosierdzia jako pielęgniarki, to ten właśnie werset z Pisma Świętego pierwszy przychodzi mi na myśl. Już od czasów św. Wincentego, prekursora pierwszych szpitali i odwiedzania chorych w domach, można dostrzec wielkie poszanowanie dla godności każdej osoby ludzkiej i ogrom serc gotowych ofiarnie i w wielkiej dyspozycyjności służyć najuboższym.

Nie mam wielkiego stażu pracy wśród chorych, ponieważ w tamtym roku obroniłam pracę licencjacką z pielęgniarstwa. Pomimo to przez ten rok bardzo dużo się nauczyłam, zobaczyłam i zrozumiałam. Praca pielęgniarki sama w sobie niesie ze sobą dużą odpowiedzialność za ludzkie życie i komfort pacjentów, którzy mogą szybciej powrócić do zdrowia lub godnie zakończyć ziemską wędrówkę w placówkach medycznych. Bez względu na miejsca, w których Siostry Miłosierdzia posługują chorym, takich jak chociażby: szpitale, Domy Pomocy Społecznej czy hospicja (w którym obecnie posługuję) na pierwszym miejscu należy stawiać dobro każdego człowieka i robić wszystko, aby ulżyć w jego cierpieniu, pomóc w szybszym powrocie do zdrowia czy też, jak w przypadku pacjentów hospicyjnych, być obecnym i pomocnym w spokojnym i pełnym pokoju wewnętrznego odejściu z tego świata. Nie jest to łatwa praca i niesie za sobą duże obciążenie psychiczne. Pomimo znacznego postępu w medycynie niejednokrotnie niewiele możemy zdziałać albo nie można już zrobić nic więcej. To „niewiele” jest jednak słowem kluczowym. Cóż to jest dla nas - zdrowych, młodych, pełnych planów i marzeń? Czasem to proste słowo, dotyk dłoni, podanie szklanki z wodą czy też szczery uśmiech ze spojrzeniem prosto w oczy i zapewnieniem, że to nie koniec, że nasze życie zmienia się, ale się nie kończy.

Kiedy staram się służyć i pomóc osobom, do których posłał mnie Pan, próbuję wykonywać wszystko najlepiej jak potrafię, bez względu na zmęczenie, a czasem bezsilność i wyczerpanie. Co istotne, we wszystkich tych sytuacjach potrzebna jest wiara. Bez niej byłaby to praca jak każda inna i machinalne wykonywanie poleceń, które nie będą dawać radości... Ważna jest świadomość, że w każdej z tych osób jest czyjś syn, ojciec, brat, matka, córka, siostra… a szczególnie, jak mawiał św. Wincenty, aby zobaczyć w Ubogich Jezusa Chrystusa, któremu mogę ulżyć w krzyżowej męce („odwrócić medal”). Podczas choroby wszyscy stają się równi, nie ma już prezesa, bankowca czy ochroniarza. Nie ma znaczenia, ile pieniędzy ma się na koncie czy ilu znajomych na Facebooku, ważna jest obecność, czas i miłość które możemy dać innym. Podczas pandemii nie każdy może sobie pozwolić na chwile spędzone z najbliższymi, dlatego tak ważna jest praca pielęgniarki, która będzie tam, gdzie niejednokrotnie rodziny nie mogą być, lub kontakt jest znacznie ograniczony.

Jak mawiał św. Wincenty „Miłość jest twórcza aż do nieskończoności” - służba drugiemu człowiekowi nie może się opierać jedynie na trosce o ciało, ale również zajmuje się duchem, by zaopiekowany był cały człowiek, a każdy czyn powinien być w całości spełniany z Miłości do Boga i drugiego człowieka, aby nasza radość była PEŁNA😊. Mogę podpisać się pod słowami bł. s. Marty Wieckiej SM:

„Niegodnam tak wielkiej łaski, jakiej Bóg udzielić raczył, czynić to samo, co niegdyś Pan Jezus czynił: służyć chorym, a w ich osobie samemu Panu Jezusowi opatrywać rany”.

s. Agnieszka Krzak SM