Sł. Boża Barbara Samulowska

 1865-1950

/Polska – Gwatemala/

Barbara Samulowska urodziła się 21 stycznia w Worytach na Warmii w rodzinie Józefa i Karoliny z d. Barczewskiej. Już w dzieciństwie napisano o niej: Biega ciągle jak kozaczek lub sarenka.
Mając 12 lat uczestniczyła z Justyną Szafrańską w objawieniach Matki Bożej, od 28 czerwca do 16 września 1877 r. w Gietrzwałdzie. Maryja przedstawiała się jako Niepokalanie Poczęta i zachęcała do gorliwego odmawiania różańca. Gdy pytano ją o Matkę Bożą, Barbara mówiła: Niepokalanie Poczęta jest niewysłowioną Pięknością. Po zakończeniu objawień dla uniknięcia prześladowania ze strony władz pruskich, umieszczono je w domu sióstr miłosierdzia w Chełmnie. Po okresie nauki szkolnej obie dziewczyny wyraziły chęć wstąpienia do zgromadzenia. W 1883 r. zostały przyjęte do postulatu w Chełmnie, a następnie wysłano je do Paryża, gdzie 19 stycznia 1884 r. rozpoczęły seminarium (nowicjat).

Po zakończeniu formacji, siostra Barbara Samulowska pracowała w paryskim żłobku. Ponieważ od dawna marzyła o pracy misyjnej, w 1895 r. wysłano ją do Gwatemali i wtedy przyjęła imię Stanisława. Przez pewien czas pełniła funkcję dyrektorki seminarium, a następnie zlecono jej odpowiedzialność za dom w Antigua, gdzie siostry pracowały w bardzo zaniedbanym szpitalu. Siostra Stanisława okazała się doskonałą organizatorką; przyczyniła się do znacznej poprawy sytuacji chorych i personelu. W 1909 r. choroba (febra tyfoidalna) zmusiła ją do wyjazdu na leczenie do Paryża. Po powrocie skierowano ją do Szpitala Głównego w stolicy kraju – Gwatemali. Dwukrotnie, w krótkim odstępie czasu: 25 grudnia 1917 r. i 18 stycznia 1918 r. Gwatemalę nawiedziły trzęsienia ziemi. Ogromne zniszczenia zanotowano i w stolicy. Szpital był w ruinie. Siostra Stanisława dokładała wszelkich starań, aby zaradzić nieszczęściu. Postarała się najpierw o zbudowanie prowizorycznych baraków, a następnie o odbudowę głównych budynków. Jeszcze nie zakończono wszystkich prac, gdy w 1920 r. wybuchła wojna domowa. Szpital musiał przyjmować wielu rannych. Po przeprowadzonej wizytacji zanotowano: Szpitale i sierocińce pozostające pod zarządem sióstr miłosierdzia Świętego Wincentego a Paulo są wzorowo prowadzone. Siostry dokonują dzieł zdumiewających. Bez przerwy pielęgnują liczne zastępy chorych. Z poświęceniem wychowują maleńkie dzieci. Ich nigdy niesłabnące poświęcenie dla bliźnich często posunięte jest do granic bohaterstwa. W 1923 r. siostra Stanisława jeszcze raz przybyła do Paryża. Wtedy też mogła odwiedzić Siostry Miłosierdzia w Chełmnie i spotkać się z rodziną. Szybko jednak wróciła do Gwatemali i do pracy w tamtejszym szpitalu. W liście do kuzynki w 1937 r. pisała:

„Jestem zawsze bardzo szczęśliwa w służbie Bożej. Bardzo jestem wdzięczna Panu Jezusowi i Matuchnie Najświętszej za święte powołanie siostry miłosierdzia. Jestem w wielkim szpitalu. Mamy 1.500 chorych do pielęgnowania, którymi opiekuje się trzydzieści sióstr i wiele personelu pomocniczego. Wszyscy mnie tu znają, bo mam już czterdzieści dwa lata pobytu w Gwatemali i siedemdziesiąt dwa lata życia. Moje kochane siostry bardzo się o mnie troszczą”.

Od 1940 r. praca sióstr stawała się coraz trudniejsza. Władze państwowe z niechęcią odnosiły się do Kościoła, a więc i do sióstr miłosierdzia. W szpitalu narastały konflikty powodowane przez administrację. Siostra Stanisława cierpiała z tego powodu. W liście do kuzynki w 1947 r. pisała: Jestem już stara, ale Pan Jezus pozwala mi jeszcze pracować. Jestem bardzo szczęśliwa z powołania i bardzo kocham naszych chorych. Często jednak myślę o śmierci i do niej się przygotowuję. Na początku 1950 r. poważnie zachorowała. Cały ten rok był jej prawdziwym męczeństwem. Na jej twarzy utworzył się złośliwy, bardzo bolesny guz. Jedna z sióstr pisała do brata s. Barbary z Woryt w dniu 25 października 1950 r.: Nie wiem, czy siostra pana powiadomiła rodzinę o swej chorobie, która trwa mniej więcej od roku… Siostry opiekują się nią z całym poświęceniem, są dla niej dobrymi córkami, tak jak ona była dla nich zawsze matką. Kochamy ją wszyscy… Nie może już wstawać i prawie nie przyjmuje posiłków. Siostra Stanisława zmarła 6 grudnia 1950 r. Miała wtedy 85 lat życia i 66 lat powołania, 54 lata pracowała ofiarnie w Gwatemali. Dnia 2 lutego 2005 r. w Gietrzwałdzie rozpoczął się jej proces beatyfikacyjny. 8 września 2006 w Gietrzwałdzie nastąpiło uroczyste zamknięcie przez abp. Wojciecha Ziembę procesu  na szczeblu diecezjalnym, po czym akta procesu zostały przekazane Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych w Rzymie.