Kilka słów po PPK…

Po raz szesnasty dane mi było uczestniczyć w pieszej pielgrzymce na Jasną Górę i oczywiście wróciłam z niej bardzo, bardzo szczęśliwa. Choć lekko zmęczona, ale bez bąbli, opalona, no i co najważniejsze z „naładowanym akumulatorem” na to, co przede mną… Choć ostrzegano nas przed wielkimi upałami i burzami, ale nie było aż tak źle, a powiedziałabym nawet, że było super, bo od czasu do czasu chłodził nas miły wiaterek, polewał deszczyk lub miłosierni ludzie „szlaufem”.

Hasłem tegorocznej XXXVIII Pielgrzymki Krakowskiej były słowa: „Jesteśmy napełnieni Duchem Świętym” i muszę przyznać, że dzięki codziennym konferencjom naszych Księży Misjonarzy (a mieliśmy ich w grupie aż czterech !), a jeszcze bardziej dzięki kilkunastominutowej ciszy po każdej z nich, mogliśmy nie tylko na nowo uświadomić sobie wielkość tego daru, ale i nim autentycznie się ucieszyć.

A właściwie to chciałabym się pochwalić naszą grupą, bo była ona wg mnie grupą „złotego środka” i to pod każdym względem. A więc nie za głośna i nie za cicha (bo i ciszy i śpiewu było w odpowiedniej ilości), nie za duża i nie za mała (bo 90 osób to tak w sam raz by się poznać i stworzyć miłą, rodzinną atmosferę), biorąc pod uwagę średnią wieku grupy – była to grupa „młodzieżowa”, a równocześnie było w niej wszystkiego „po trochu”, bo były i dzieci i osoby starsze, no i cudowna młodzież. Proporcja duchownych i świeckich w grupie – też bardzo dobra, bo na 15 osób duchownych (4 księży, 7 kleryków i 4 siostry) przypadało 75 osób świeckich. Modlitwy, śpiewu oraz „czasu dla siostry i brata” było – w sam raz. Nawet tempo marszu było OK, tzn. nie za szybkie i nie za wolne.

Co w tym roku było szczególnego w pielgrzymce? Odpowiem krótko: duch patriotyzmu… można go było zobaczyć, usłyszeć i poczuć. To oczywiście za sprawą jubileuszu 100-lecia odzyskania niepodległości. A barwy biało-czerwone, zwłaszcza przy wejściu na Jasną Górę, były wszechobecne… i Chwała Panu za to!

Jakie zdanie najbardziej zostało mi w pamięci? Słowa bpa Grzegorza Rysia, że pielgrzymka jest po to, by dotknąć Jezusa sercem.

A jaki piękny „obrazek” z pielgrzymki pozostaje w mym sercu? – To „coś”, co od kilku lat stało się wizytówką naszej grupy, tzn. widok naszych dzieci podbiegających do każdej osoby stojącej na poboczu (a już obowiązkowo do każdego dziecka) i rozdających Cudowne Medaliki wraz z ulotkami. To tacy „mali Apostołowie”, którzy za każdym razem i nas ewangelizują swoją dziecięcą, prostą wiarą, swoim zapałem i radością.

Na koniec tej krótkiej refleksji popielgrzymkowej nie pozostaje mi nic innego, jak tylko wyrazić moją wdzięczność Bogu za naszą piękną i wolną Ojczyznę, za Jasną Górę i za możliwość pielgrzymowania, a Maryi – naszej Najlepszej Matce – za dar Jej czułej, macierzyńskiej opieki nad naszym narodem.

No i zapraszam na wspólne wędrowanie za rok …

s. Sabina Zelek

Siostra Miłosierdzia