Wincentianie w mieście kontrastów

„W odpowiedzi na wezwanie Chrystusa, Który powołuje mnie, aby pójść za Nim i być świadkiem Jego Miłości wobec Ubogich…”

Tak rozpoczyna się formuła ślubów, które składa Bogu każda Siostra Miłosierdzia na całym świecie, by wiernie dzień po dniu realizować swoje powołanie do dzielenia się Miłością Miłosierną z tymi, którzy są jej najbardziej głodni.s.Marta

Jednym z wielu miejsc, gdzie siostry wierne Miłosierdziu realizują swój charyzmat, w duchu współpracy wincentyńskiej, jest Odessa. Jest to ponad milionowe, portowe miasto na południu Ukrainy, położone u wybrzeży Morza Czarnego. Miejsce ogromnego bogactwa i zysku, rozrywki, drogich lokali, luksusowych samochodów, a jednocześnie skrajnej biedy, oszustwa, wykorzystywania człowieka i nieskrywanej działalności wielu mafii. To miasto szukania zarobku i jednocześnie rozczarowania, gdzie człowiek często popada na dno rozpaczy i depresji. Miasto chowające w swoich zakamarkach ok. 5000 osób bezdomnych – nie licząc dzieci.

W 2011 roku Krakowska Prowincja Sióstr Miłosierdzia odpowiedziała na zaproszenie do wincentyńskiej współpracy z Księżmi Misjonarzami Wice-Prowincji Cyryla i Metodego na Wschodzie i tworzącą się organizacją DePaul Ukraina w Odessie.

Ta odpowiedź potwierdziła nasze miejsce po stronie Ubogich – bezdomnych tego miasta, wydziedziczonych ze wszystkiego, nie mających żadnych praw; i przynagla nas, by otoczyć ich naszą opieką, wyjść naprzeciw potrzebom może już od dawna ukrywanym przed obojętnością tego świata i tego środowiska. Tutaj otworzył się przed nami świat dotąd nieznany. W otaczającym bogactwie ukrywa się człowiek odarty ze wszystkiego – najpierw ze czci i szacunku względem samego siebie, potem ze strony najbliższych i społeczeństwa. Ukrywa się pod powierzchnią ziemi – w lukach i trasach przepływu miejskiej wody. Zamieszkuje miejsca niegodne osoby – człowieka stworzonego na Obraz Boga, ukochanego Syna i Córki… na wysypiskach śmieci, punktach skupu butelek i makulatury, na cmentarzach, w miejskim parku za murem, schowany, wciśnięty w kąt, by nie zwracać na siebie ludzkich oczu pełnych pogardy… nasz brat w Jezusie – bezdomny.

Ogromny problem bezdomności ma swoje przyczyny, wypływa z samej mentalności, w której dobro człowieka nie jest na pierwszym miejscu; z utrwalonego przez pokolenia stylu życia, szczególnie życia bez Boga i budowania go bez Bożych Praw i przykazań.

Nieudolnie działające domy dziecka nie przystosowują młodych ludzi do dalszego samodzielnego i odpowiedzialnego życia. Po osiągnięciu pełnoletności ci młodzi opuszczają ośrodek bez jakichkolwiek zabezpieczeń na jutro. Wychodzą wprost „na ulicę”, gdzie trzeba im walczyć o przeżycie każdego kolejnego dnia. Często wchodzą w konflikt z prawem. Odbywający kary więzienne po ukończeniu ich nie mają gdzie wrócić. Wszystkie drzwi są zamknięte, żona mieszka z kimś innym, dzieci „poszły w świat”. Środowiska osób uzależnionych, gdzie alkohol i narkotyki pozbawiają wszystkiego i spychają poza margines życia codziennego, poszukujący pracy, przyjeżdżający z odległych rejonów Ukrainy i nawet sąsiednich państw by pomóc rodzinie, zostają tu ogromnie oszukani, włącznie z odebraniem osobistych dokumentów, pieniędzy, często pobici i zostawieni na ulicy. W takiej sytuacji, nie mając żadnych zabezpieczeń, nie mogą wrócić do domu. Pierwsza depresja, noc w miejskim parku, bandyci, zimno…

To właśnie dla tych, którzy z różnych przyczyn znaleźli się poza marginesem społeczeństwa, rozpoczęłyśmy współpracę z wincentyńską organizacją DePaul Ukraina w Odessie. Nasz projekt otrzymał nazwę POMOC NA KOŁACH. Dlaczego? Został wykupiony duży autobus, który przystosowano do posługi bezdomnym. W tym miejscu każdego dnia otrzymuje pomoc ok. 100 – 150 osób.

W pierwszej części, najbliżej kierowcy rozdawana jest gorąca zupa i chleb. Każdy może się najeść do syta. Druga część – największa – służy jako jadalnia. Stoliki i siedzenia barowe dają możliwość spokojnego posiłku. Trzecia część – najmniejsza – początkowo służyła jako punkt medyczny. Dziś pomoc medyczną udzielamy w osobnym busie o nazwie VINCI-BUS, by usprawnić tę posługę i nadać jej lepsze warunki. Można powiedzieć, że jest to CHIRURGIA NA KOŁACH.

Środowisko Odessy usunęło daleko poza margines społeczeństwa ludzi, którzy nie posiadają dokumentów z określonym miejscem zamieszkania. Nie przysługują im żadne prawa – w tym również do leczenia. Dlatego każdego dnia przyjmujemy chorych z różnymi schorzeniami, które powinny być leczone w szpitalu, a nie są; z ogromnymi ranami mającymi różne pochodzenie, np. oparzenia – latem słoneczne, zimą od ogrzewania się pod ziemią w lukach, na gorących rurach miejskich. Po całym dniu na wietrze i mrozie bezdomni szukają schronienia i ciepła. Zmarznięci zasypiają, nic nie czując, a rano oparzenie jest bardzo głębokie i rozległe.

Zima to czas odmrożeń. Niestety, nie trzeba dużego mrozu. Kilka dni odeskiego deszczu, przemoczone buty, brak rękawic i -10 st. C wystarczy, by młody człowiek na zawsze został kaleką. Kiedy przychodzi do medycznego busa (dopiero po kilku dniach, bo wcześniej nic nie czuł), jest już zbyt późno.

Doświadczamy tutaj razem z naszymi biednymi wielu tragedii życiowych – zawinionych lub nie. Najczęściej oni sami kiedyś stali się ofiarami błędów swoich rodziców czy „bliskich”.

Odessa2Choć nasza medyczna pomoc nazywa się pierwszą pomocą, to jednak nasi pacjenci przychodzą regularnie aż do zagojenia ran, nawet pół roku, do roku niektórzy. Opatrujemy też: rany cięte głowy i na ciele; rany od pobicia; troficzne rany nóg; również rany będące konsekwencją po wkłuwaniu narkotyków; wszelkiego rodzaju rany ropne wynikające z brudu, osłabienia organizmu, nadużywania alkoholu itp.; choroby skórne, przeziębienia, choroby płuc, gruźlicę (w tym przypadku chorzy są hospitalizowani), bóle brzuszne różnego pochodzenia.

Każdego dnia w medycznym busie przyjmujemy ok. 40 osób w głównym miejscu naszego postoju i ok. 20 osób w innym rejonie Odessy, do którego docieramy. To tu uczymy się codziennie na nowo rozpoznawać cierpiące oblicze Jezusa; pochylać się z wiarą, że On jest obecny i błogosławi dziełom.

Pan zadziwia nas swoją Obecnością i działaniem i pozwala doświadczać leczenia, gojenia ogromnych ran, które obiektywnie nie powinny się goić – bo nie ma odpowiednich warunków, pomieszczeń, sprzętów, odporności pacjentów… A jednak, razem z biednymi doświadczamy radości wyzdrowienia po wielomiesięcznych codziennych opatrunkach. A doświadczenie radości bezdomnego, spojrzenia pełnego wiary w przyszłość, to ogromny Boży podarunek.

Aby odpowiedzieć na dalsze potrzeby naszych podopiecznych, zostały wynajęte pomieszczenia, przeznaczone na łaźnię dla bezdomnych. Miejsce przeobrażenia, dające nadzieję na jutro. Wraz z wolontariuszami zabezpieczamy tutaj potrzeby higieniczno-sanitarne naszych bezdomnych. Dezynfekcja głów, strzyżenie włosów, możliwość golenia, kąpiel i zmiana odzieży, a jeśli potrzeba – obuwia. Wychodzący z łaźni nie przypomina już tego, który przyszedł. Pojawia się nadzieja na znalezienie uczciwej pracy, na wynajęcie taniego mieszkania, nadzieja na lepsze jutro.

Nasi współpracownicy w Projekcie DePaul podejmują wysiłki, by pomóc w wyrobieniu nowych dokumentów, a w sytuacjach niemożliwych wystawiają dokumenty zastępcze – zaświadczające o tożsamości danej osoby. Oferowana jest pomoc prawna w rozwiązywaniu przyczyn sytuacji, która doprowadziła do bezdomności. W sytuacji przyjęcia do szpitala, pilotują chorego, aby otrzymał choć minimum pomocy lekarskiej. Pilotażem objęte są również młode mamy podczas oczekiwania na narodziny dziecka i po urodzeniu. Wielu z nich udaje się rozpocząć nowe odpowiedzialne życie.

Naszą pomocą obejmujemy wszystkich, którzy z różnych przyczyn nie mogą się podnieść, przestali wierzyć w swoje siły, bo bezdomność wniosła w ich życie uzależnienie od alkoholu, czy narkotyków. Doświadczaliśmy w naszej codziennej służbie mocnego wołania, wezwania do nowej pomocy. Wierni Miłosierdziu zadawaliśmy sobie pytanie: co dalej? Jak pomóc tym, którzy potrzebują szczególnej obecności i wsparcia, by walczyć z nałogiem, który zabrał im wszystko?

Odpowiedzią stało się nowe dzieło Miłosierdzia. Księża Misjonarze w 2012 roku dali początek centrum rehabilitacji „Comunità in Dialogo” czyli „Wspólnota w dialogu” dla mężczyzn, a później także dla kobiet. To właśnie dzięki tej możliwości możemy zaproponować pomoc, czy też odpowiedzieć na konkretne wołanie. To wspaniale rozwijający się kolejny etap pomocy człowiekowi, który potrzebuje drugiego człowieka, by uwierzyć w swoje siły i pójść dalej już inaczej niż dotąd. To ogromna radość dla nas – towarzyszyć w zmaganiach z samym sobą, w dość trudnym programie walki ze swoją słabością. Radość, która daje nam siły i motywuje nas coraz bardziej, by każdemu dać szansę.

Każdego roku pomocą obejmujemy ok. 4 tys. osób. Niektórzy powrócili do domu, inni rozpoczęli stałą pracę, jeszcze ktoś wszedł na drogę walki o swoją wolność, by nauczyć się żyć inaczej.

Nasza posługa w tym miejscu jest błogosławieństwem najpierw dla nas. Wierni Miłosierdziu doświadczamy Bożej Miłości i Miłosierdzia; tego, że Bóg nigdy nie rezygnuje z człowieka, że Sam walczy o niego, by uwierzył w swoją godność Dziecka Bożego.

Tu, z tego miejsca naszego wincentyńskiego wspaniałego spotkania, dziękujemy najpierw Samemu Bogu, który Sam bogaty w Miłosierdzie zapala nas, byśmy razem odpowiadali na wołania Ubogich we wszystkich zakątkach świata. Dziękujemy wszystkim dobroczyńcom, bez których nasza pomoc nie byłaby możliwa, dziękujemy naszym współpracownikom w dziele Miłosierdzia w Odessie: Kapłanom Misji, naszym współpracownikom w DePaul, młodym energicznym wolontariuszom z całej Ukrainy i ostatnio z Krakowa – z Projektu M3, z którym rozpoczynamy współpracę.

Idźmy razem wincentyńskimi drogami, wsłuchani w nowe wołania i odważni Miłosierdziem.

Siostra Marta Szkarłat SM
świadectwo wygłoszone podczas Wincentyńskich Dni Młodzieży – 25 lipca 2016 r.